Serdecznie witamy na stronie Stowarzyszenia Motocyklowego Bears Riders Łuków, Klubu Motocyklowego Bears Riders Łuków FG, Girls Riders Łuków i Bears Riders Kock FG oraz sekcji offroadowej OffRoad Łuków.

W wyniku awarii niektóre treści i elementy stron/witryny są chwilowo niedostępne lub nieaktywne.
Mamy nadzieję odzyskać wszystkie dane (struktura, artykuły, galerie- od 2012 roku ponad 16 tysięcy zdjęć) i zaktualizować naszą witrynę.

Dziś wzięliśmy udział w bardzo ważnym pierwszym spotkaniu z nowym proboszczem naszego kapelana Zbyszka. W Białej Podlaskiej byliśmy o 11 godzinie, ale wszystko było już gotowe na nasze przybycie: odgrodzony park maszyn w cieniu starych drzew, napoje, koledzy z klubu motocyklowego Monsters Biała Podlaska. Bracia z tego klubu opiekowali się nami do samego końca imprezy, za co wam serdecznie dziękujemy! Kapelan Zbyszek opiekował się nami od samego przyjazdu do odjazdu, gdy na rogu plebanii siedział na swoim pięknym harley`u i „przybijał piątki” każdemu z nas. Msza św. była Mszą dożynkowo – odpustowo – nominacyjną, dlatego oprawę miała bogatą, a i trwała odpowiednio długo. Stroje ludowe, wielkie wieńce dożynkowe, wysokie sękacze, słowem było na co patrzeć, do tego obecność znamienitych gości: biskupa Grodna, wojewody i prezydenta miasta, nadanie Srebrnego Krzyża Zasługi proboszczowi parafii zamieniło Mszę w wielkie święto parafii. Po procesji rozpoczął się piknik rodzinny. Ale jaki to był piknik! Muzyka na żywo, pyszny bigos, kiełbaski, ciasta i napoje dla wszystkich gości parafii. Najbardziej podobał się nam proboszcz, który wraz ze swoimi znamienitymi gośćmi spacerował wśród ludzi i z każdym się przywitał i zamienił kilka miłych słów. Rozmawiał też z nami, podziękował nam za dzisiejszy udział w święcie parafii i zapewnił o dalszej dobrej współpracy. W drodze powrotnej zajechaliśmy do Waldka, tu porozmawialiśmy i pożegnaliśmy się z „kockowymi” braćmi.

(Zdjęcia w galerii)

Nasi bracia chapter'owi nadali swoim trzem członkom klubu status Member i prawo noszenia pełnych barw klubowych. Uzyskali je: Zenon Skomorowski, Robert Bilski i Piotr Nowakowski. Z tej wspaniałej okazji nowo awansowani członkowie klubu Bears Riders Kock FG zaprosili nas na imprezę na rancho Tadeusza Filipka. A jak przyjmuje gości Kock? Na bogato, jak zwykle!

(Zdjęcia w galerii)

O tym zlocie można by napisać jak president Daniel o Szlif FG Sierpc w Bledzewie: miejsce piękne, zlot przygotowany perfekcyjnie, impreza przednia! To wszystko prawda, ale ile przy tym było "atrakcji". Przede wszystkim droga na zlot minęła nam idealnie, tylko jeden przystanek i równe tempo. Zajechaliśmy do Bledzewa i od razu skorzystaliśmy z miejscowej atrakcji - piękne i duże jezioro "zmusiło" nas, abyśmy natychmiast weszli do wody, Ale to nie wszystko, chłopcy wymyślili rejs jachtem, zainteresowanych odsyłam do zdjęć. Pisku, wygłupów i zabawy nie było końca! Po rejsie oczywiście grill w towarzystwie Girls Riders Warszawa, długie, długie biesiadowanie. Odstawiliśmy motocykle pod kwaterę i zabawa zaczęła się na całego! Nie potrzeba słów, zdjęcia i filmy pokażą wszystko. Zabawa trwała do białego rana, niektórzy musieli chwilami udać się na leżakowanie... Następny dzień przyniósł wiele radości, bo po śniadanku i oczywistej kąpieli, ruszyliśmy w drogę powrotną. Wiatry nam chyba nie sprzyjały, bo po każdych przejechanych trzydziestu kilometrach zatrzymywaliśmy się na popas w przydrożnych barach. Raz nawet zatrzymaliśmy się na zbieranie grzybów w lesie. Ale jak na porządną wycieczkę przystało, robiliśmy przystanki na... żądanie. Droga powrotna na Wyszków wbrew obawom okazała się trafnym wyborem, trochę crossu (odcinek chyba za Wyszkowem), trochę wyjątkowo równej nowej drogi, wokoło piękne widoki i najważniejsze - z płynnym ruchem! Nie było źle. Podsumowując, przez dwa dni bawiliśmy się wspaniale, a przebywanie w towarzystwie Braci i Sióstr z Bears Riders i Girls Riders to najlepsze spędzenie czasu wolnego.

Specjalne podziękowania dla Braci ze Szlif FG Sierpc za naprawdę cudowną imprezę!

(Zdjęcia w galerii)

Tak jak zapowiadaliśmy, w niedzielę 21 sierpnia wyruszyliśmy na dwie tury nad Krasne do Miśka. Spodziewaliśmy się tam spotkać z braćmi z Kocka, ale niestety pobiesiadowali i musieli odjechać wczoraj. Plażowanie, kąpiele chyba morsów (bo woda zimna), biesiadowanie i pogaduchy, czyli standard. Ale tak może wyglądać każda niedziela, nigdy nam się to nie znudzi. A przelatane dwieście kilometrów to już wisienka na torcie! I jak słusznie Daniel zauważył, idealnie "zmieściliśmy się" pomiędzy dwoma opadami deszczu, nie spadła na nas ani kropla z nieba!

(Zdjęcia w galerii)